Autobus przyjechał punktualnie. Na przystanku obok małej siedmiolatki stało kilka starszych pań. Wraz z nimi dziewczynka wsiadła do pojazdu. Jechała, w milczeniu przyglądając się widokom.
Po jakimś czasie autobus stanął w końcu na jej przystanku. Wysiadła, ciągnąc za sobą wielką walizkę i ruszyła w stronę starego dworca kolejowego.
Tam miało zacząć się jej "nowe życie"...
Już nie mogła się doczekać!
Powitał ją obskurny wygląd ławek i całych peronów. Nikogo wokół niej nie było. Stała sama, targana silnym wiatrem.
Delikatnie złączyła wszystkie palce, a wiatr wokół niej uspokoił się.
***
Maria
Z głośników powtórzony został kilkukrotnie komunikat o nowym.
W mojej głowie zaczęły tłuc nadzieja z wrodzonym pesymizmem. Będzie złoty* czy srebrny*...? Z kim będzie trzymał...? Jaki będzie miał Talent i Zdolności?
... czy mnie polubi?
Cóż, bywam płytka, egoistyczna, obojętna na pragnienia/cierpienia innych, ale...
Tak bardzo chciałam znaleźć przyjaciela...
***
Daniela
Na wieść o nowym dżinie w szkole uśmiechnęłam się sama do siebie. Nowi zazwyczaj najpierw próbowali wpasować się do JAKIEJKOLWIEK grupki, by potem startować do tych "najpopularniejszych". Taki mechanizm ludzkiego bytu. Starać się być na szczycie. To trochę śmieszne, jakby ktoś kto przyjaźni się z... choćby z taką "szmaciarą" Maryśką był gorszy tylko dlatego, że trzyma właśnie z nią.
Wiedziałam, że będzie trzeba być przygotowanym na natarcie nowego na "moją" grupkę. Napewno będą sztuczne komplementy...
- Dana, może ty już usiądź, dzieciaku - mruknęła Irena, odsuwając mnie od szyby. - Nie masz na co patrzeć...
Zastanawiałam się nad jakąś ripostą, ale... nie byłam w tym dobra. Zrezygnowałam z odgryzienia się i zabrałam za czytanie. Teraz "na warsztacie" mam bestsellerową serię o Potterze. Wędruję wraz z trójką przyjaciół po korytarzach Hogwartu, zaglądam we wszelkie możliwe zakamarki...
- Nielka, może ze mną pogadasz - prychnęła Tina, wyrywając mi książkę z ręki.
- Ej! - pisnęłam, próbując jej ją zabrać.
Moje rodzeństwo zawsze mnie wyśmiewało. Byłam inna... zależało mi na tym, by nie ranić innych, nie chciałam być taka jak Irka. Nie kręci mnie bycie superpopularną... Bardziej zależy mi na przyjaciołach...
... to znaczy chciałabym, żeby tak było. Niestety nie mam takich prawdziwych przyjaciół. Trzymam się z przyjaciółmi Kacpra głównie...
- Chcesz swojego Potterka? - zarżała mi w twarz Tina. - To sobie po niego pójdź! - otworzyła drzwi przedziału i powieść Rowling wylądowała gdzieś na korytarzu.
Podniosłam się z miejsca. Obrzuciłam rodzeństwo wściekłym spojrzeniem i wyszłam z przedziału. Zamknęłam go za sobą i oparłam się o ścianę.
Bycie siostrą Ireny i Tinki było strasznie męczące. Już wolałam bezmózgiego mięśniaka Kacpra. No i ta jego Marlenka... Bystra, jednak zbyt opętana rządzą władzy... W sumie kręci się przy Kacprze chyba tylko ze względu na to, że jesteśmy swoistą "elitą" szkoły.
Westchnęłam i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu mojej zguby, kiedy natrafiłam na spojrzenie czekoladowych oczu.
- Cześć.
- Hej - pisnęłam.
- Szukasz czegoś? - chłopak oparty o przeciwległą ścianę pociągu uśmiechnął się do mnie.
- Taaak - mruknęłam nieśmiało, czując wpełzający na policzki rumieniec. "Głupie ukrwienie twarzy..."
- Słodko się rumienisz - uśmiechnął się jeszcze szerzej, ukazując szereg białych zębów. - Szukasz może tej książeczki...? - zza pleców wyciągnął mój egzemplarz powieści J.K.
- Właśnie tego! - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę po moją zgubę. - Dzięki.
- Nie ma tak łatwo - zaśmiał się. - Jak masz na imię...?
- Daniela - odparłam nerwowo.
- W porządku. Do zobaczenia później, Danielo... - podrzucił książkę na dłoni i poszedł w stronę innego wagonu.
- A-ale... nooo, mój Potter...?
***
Kacper
Pociąg ruszył już jakiś czas temu. Czekała nas podróż jeszcze kilkudniowa. Do naszej szkoły zjeżdżali się uczniowie z całej Polski, więc nauczyciele załatwili prywatny transport. No i właśnie jechaliśmy jedynym, który jechał przez cały kraj. Zaczynał swój kurs w górach, w okolicy szczytu Opołonek i po drodze zbierał wszystkich młodych dżinów. Nasza "przecudowna placówka oświatowa" mieściła się w małym miasteczku na Podlasiu, w starym, niepozornym domku.
Zawsze, z nudów, spotykaliśmy się w moim, znaczy naszym rodzinnym przedziale, z przyjaciółmi i graliśmy w "Lampę". Przegrany (zazwyczaj Daniela) lądował w małej, ciasnej lampie na kilka minut.
Tym razem miała wpaść tylko moja piękna blondyna. Marlenka się jednak spóźniała. Miała przyjść do nas już pięć minut temu. Nerwowo zerkałem co chwila na zegarek.
- Coś braciszek nerwowy...? - zachichotała Tinka, wielbicielka plotek. - No co się stało, Kacperciu? Dziewczyna cię ola...
- Hej wam! - w drzwiach stanęła najpiękniejsza dziewczyna świata. Jej długie włosy, w lekkim nieładzie spływały jej falą na plecy.
- Hej, Marlena! - wykrzyknęła Irena, rzucając się blondynce na szyję.
- No już, patyku, puszczaj...
Marlenka, uwolniona z uścisku mojej siostry, niepewnie rozglądała się za miejscem do siedzenia. Prawie cały przedział zajmowały walizki Ireny. W tamtym momencie, na kanapie, było tylko jedno miejsce wolne - te, na którym siedziała wcześniej Daniela.
- Ej, a gdzie Danka? - zapytałem nagle. Odpowiedział mi chichot dziewczyn.
- Serio się o nią martwisz? Może gdzieś ze swoją książeczką się zamknęła, żeby nikt jej, broń Alladynie, nie przeszkadzał? - zaśmiała się Irena, zarzucając grzywą.
***
Maria
Siedziałam, patrząc na widoki za oknem, kiedy ktoś zapukał do mojego przedziału.
Niepewnie zaprosiłam gościa do środka krótkim "proszę!", modląc się, żeby nie był to żaden złotokrwisty hejter z mojego miasteczka.
Do mojego praktycznie pustego przedziału nieśmiało zajrzał chłopak. Uśmiechnęłam się, próbując dodać mu otuchy. Wyglądał na "tego nowego".
- Cześć... Można?
- Jasne... - odparłam, przysuwając się jeszcze bliżej okna, jakby brakowało tu miejsca.
- Jestem Eric. Zastanawiasz się pewnie, dlaczego tak nagle się przeniosłem...? No to opowiem ci nieco o sobie - mówił szybko, musiałam bardzo się skupić, by wszystko zrozumieć. - Ogólnie pochodzę z Anglii, ale moi rodzice byli z Polski, więc w domu mówili w języku ojczystym. Szczerze mówiąc do Anglika mi daleko - uśmiechnął się. Miał ładne, równe, białe zęby i słodkie, czekoladowe oczy. - A ty, jak się nazywasz? - wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Maria - odparłam krótko. Nie lubiłam mówić o mojej rodzinie. Było to dość... krępujące.
Chłopak wciągnął swoje walizki, opadł na przeciwległą kanapę i westchnął z ulgą. Po chwili, gdy ponownie na niego zerknęłam, w jego rękach zauważyłam książkę. Przyjrzałam się trochę dokładniej i rozpoznałam dość popularną powieść J.K. Rowling, którą z resztą sama czytałam z zapartym tchem.
Czekoladowooki nagle podniósł wzrok znad powieści i zaczął przyglądać mi się uważnie. Po czym odłożył książkę do jednej z walizek i bez słowa wyszedł, pozostawiając po sobie delikatny zapach.
"Będzie ciekawie" - pomyślałam tylko.
Potem sama wyszłam z przedziału.
Ruszyłam przed siebie korytarzem, zmierzając do wagonu kawiarnianego.
Po drodze, z ciekawości, zaglądałam przez okienka do przedziałów. Kiedy w jednym z nich dostrzegłam Kacpra, coś ścisnęło mnie w żołądku i poczułam chęć zniknięcia stamtąd jak najszybciej, zapadnięcia pod ziemię, czy schowania w mysiej dziurze. Pomknęłam przed siebie, by jak najszybciej dotrzeć do pociągowej kawiarni.
Spojrzenie Kacpra bolało mnie bardziej niż kogokolwiek z jego rodziny. Nie mam pojęcia czemu... Chociaż może...
- Marysiu, podaj proszę tę energię Kacprowi.
Grzecznie odesłałam półprzezroczystą kulę żywiołów do chłopaka naprzeciw mnie.
Niestety zapomniałam, że mój Talent, Tajemnica Mocy, ma tendencję do podwajania siły moich rzutów czy uderzeń.
- Aua! Maryśka! - ugodzony Kacper leżał na dywanie Szkoły Podstaw i nie ruszał się.
Dzięki szybkiej interwencji Uczących, udało się na szczęście czy też nieszczęście odratować chłopaka...
Odbyłam potem pierwszą, poważną rozmową z moim Opiekunem - Michałem.
- Chyba trzebaby cię nauczyć korzystania z twojego Talentu nieco szybciej niż resztę. Co, mała?
- Znów pan mó...
- Jaki pan, Mario? - udał obrażonego.
- Znowu, Michale, powiedziałeś do mnie mała! - tym razem ja strzeliłam "focha".
- Oj no, Mario, nie gniewaj się!
Większość moich rozmów z Michałem kończyła się udawaną kłótnią.
Otworzyłam w końcu drzwi kawiarenki. Niestety, przy wszystkich stolikach siedzieli dżinowie.
Przekroczyłam próg, kiedy ktoś złapał mnie za rękę i wyciągnął z wagonu. Zostałam przyciśnięta do ściany.
Mój przerażony wzrok spotkał się ze spokojnym, wręcz dostojnym błękitnym spojrzeniem oczu, w których zawsze, mimo powagi, błyszczały te wesołe iskierki.
- Na Alladyna, co ty wyprawiasz, Michał?!
*złoci - czystokrwiści; po prostu: ojciec i matka są dżinami
srebrni - dżiny "półkrwi".
brunatni - zwykli ludzie.
Przypominam, że w tym Gatunku nie istnieje coś takiego jak szlama u Rowling. Gen "dżina" jest przekazywany z ojca na córkę i z matki na syna!
_____________________________________
Ta daaaaam ;>
Mam nadzieję, że się podoba ^^
Starałam się, żeby był nieco dłuższy i żeby Danieli było trochę więcej ;3
Jak się podoba? ;>
Dedyczek dla: AAlexy, Rexi, Hermioniji, Kath oraz Pimpirimpim Bum (mam nadzieję, że dobrze napisałam Twój nick xd)
Czekam na Wasze komentarze, opinie itp ;)
Jeśli znajdziecie jakieś błędy - piszcie :)
Proszę o w miarę obiektywną ocenę i oczekiwania ;*
Wasza Cupcake.
PS Zmieniam nieco numerację rozdziałów - chapterów ;p
Mam nadzieję, że się połapiecie :D
PS 2 Follow me on Twitter *.*
@Miss__Cupcake_