środa, 5 czerwca 2013

CHAPTER 4.3: "Nie dam się... trawie!"

Tłum Uczniów powoli wchodził wielką bramą na teren budynku Szkoły. Nie wyglądała na dużą, jednak pozory mylą. Większość lekcji odbywała się w Podziemnych Jaskiniach, które ciągnęły się pod Lasem.
Brunetka już nie odzywała się. Z zaciśniętymi z emocji wargami i lekko zmarszczonym czołem nerwowo rozglądała się wokół, starając się unikać błękitnych oczu Michała. Ciepło jego ręki przypominało siedmiolatce to, jak czuła się wtedy, gdy jeszcze z dogadywała się z mamą.
- Spójrz tam, Mario - chłopak pokazał jej wielkie drzwi, do których wszyscy dążyli. - Tam będzie uroczysta obiadokolacja i Ceremonia...
- Ceremonia...? Na czym będzie polegała?
- Zobaczysz - odparł tajemniczo się uśmiechając i torując im drogę pomiędzy tłumem.

***

Maria
- CO?!
- Spokojnie! - chłopak lekko się ode mnie odsunął z urażoną miną.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że wbiłam mu paznokcie w skórę.
- Przepraszam - mruknęłam i wstałam.
Zaczęłam nerwowo krążyć po przedziale. - Skąd wiesz, że nie jestem srebrnokrwista?
- Żaden srebrnokrwisty nie udźwignąłby takiej mocy...
- A więc może złotokrwosta...?
- Twoja matka nie była dżinką.
- To kim?! - krzyknęłam histerycznie. - Wybacz... - pokręciłam głową. - Tego... Jest, a nie była.
- W porządku. Jest - przewrócił oczami. - Nie mogę ci wyjawić...
Już go nie słuchałam. Skoro nie może to po co zaczyna temat?
Westchnęłam i wymaszerowałam z przedziału. Chciałam od niego odpocząć. Wiedziałam jednak, że nie jest to możliwe. Zaraz miała zacząć się uczta i Ceremonia.
Wyskoczyłam z pociągu. Mimowolnie wzięłam głęboki oddech. Tutaj powietrze zawsze pachniało wyjątkowo. Aromaty Lasu mieszały się z wyczuwalną magią Żywiołów i zapachami dolatującymi ze Szkolnej kuchni. Rozejrzałam się wokół uśmiechając się. Moment wysiadania z pociągu zawsze powodował napływ wspomnień z pierwszego przyjazdu.
Ruszyłam w stronę Szkoły, tym razem sama. Drzewa wokół mnie zdawały się machać mi na powitanie, ptaki śpiewać z radości na nasz widok a wiatr popychać w stronę budynku. Tłum toczył się powoli przez bramy. Wolnym krokiem maszerowałam przed siebie rozglądając się za Ericiem (w końcu miał moje rzeczy!).
Nagle pomiędzy drzewami dostrzegłam błysk. Mimowolnie zaczęłam się tam wpatrywać, przygotowując dłonie do charakterystycznego gestu wyzwalającego moc. Zdawało mi się, że powietrze wokół mnie lekko zgęstniało, przez gromadzącą się wokół magię. Powoli ruszyłam w stronę Lasu. Trawa jak zawsze oplatała mi kostki, tym razem jednak zdawała się próbować mnie zatrzymać. Nie dam się... trawie! - pomyślałam, brnąc dalej.
Po chwili między drzewami dostrzegłam jakby cień. Postać co chwila wyglądała zza roślin. Zastanawiałam się, czy mnie widzi, kiedy dotarłam do pierwszych drzew. Cicho zakradłam się, by podejść tego kogoś, kiedy...
- Co tu robisz? - usłyszałam tuż przy uchu.

***

Aurora
Tłum porwał mnie ze sobą. Równym, bardzo wolnym tempem przesuwaliśmy się w stronę bramy do Szkoły. Porastały ją kwiaty, siedziały na niej świergoczące ptaszki, a na przechodzących kapały drobne orzeźwiające kropelki. Kocham to miejsce. Jedyne, jakie znam, gdzie wszystko jest takie niezwykłe, magiczne, wyjątkowe i intrygujące. Nawet trawa, która owijała się wszystkim wokół kostek zdawała się być zaczarowana!
Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się w tamtą stronę napotykając czułe, czekoladowe oczy.
- Eric...? - zdziwiłam się. Ostatnio widzieliśmy się chyba pierwszego dnia podróży.
- Zapamiętałaś moje imię, Auroro - uśmiechnął się.
Ciepło jego ręki powodowało we mnie niesamowite wybuchy gorąca. Starając się trochę ogarnąć odwróciłam twarz z powrotem w stronę bramy. Patrzyłam uparcie w jeden punkt, starając się nie skupiać na chłopaku idącym tuż przy mnie.

***

Michał
Kiedy Maria wysiadła z pociągu, poczułem, że chce być sama. Nie lubię jej denerwować, więc ruszyłem prosto w tłum podążający do bramy. Spotkałem kilku kumpli z roku, jednak zamiast skupiać się na rozmowie rozglądałem się za szesnastoletnią brunetką. Kiedy kolejny raz Daniel zauważył moje rozkojarzenie, skupiłem się na więzi z Podopieczną na tyle, żeby móc rozmawiać w miarę normalnie. Czułem jej emocje. Zdawała się być podekscytowana. Zastanawiałem się, czy coś takiego mógł wywołać zwykły powrót do Szkoły...

***

Daniela
Otoczona rodziną brnęłam przez trawę w stronę Szkoły. Już nie mogłam doczekać się pierwszych zajęć!
Kacper miał lekko nieobecny wzrok, Irena wyglądała na wściekłą, Tina rozglądała się nerwowo wokół jakby czegoś się bała, a Marlena cały czas nadawała o swoim "takim strasznym" Opiekunie i szlabanie, który ją czekał. Wyglądało na to, że tak naprawdę to żadne z nich nie cieszyło się na powrót.
Kiedy przeszliśmy przez bramę zostaliśmy powitani odświeżającym delikatnym deszczykiem zaczarowanej wody. Kacper zamrugał powiekami i przez chwilę zdawał się zupełnie przytomny. Przez jedną, niezbyt długą chwilę. Zaraz złapał mnie za ramię, dysząc ciężko.
- Spokojnie, Kacper... Damy radę - szeptałam, próbując uspokoić brata, kiedy w końcu weszliśmy na hol Szkoły.

***

Maria
Wokół mnie magia kłębiła się niczym myśli w mojej głowie. Ktoś stał za mną. Bałam się odwrócić.
- Zobaczyłam błysk, chciałam zobaczyć co się tu dzieje - odparłam niepewnie.
Poczułam dotyk na ramionach i nagle opanowała mnie niewymowne zmęczenie. Zaczęłam nerwowo mrugać oczami, próbując odpędzić sen. Wzięłam głęboki oddech, gromadząc w sobie moc i wyobraziłam sobie, że intrygująca postać (ktokolwiek za mną stał) ląduje na jednej z niższych gałęzi pobliskiego drzewa.
Uścisk na ramionach osłabł, a senność zniknęła jak ręką odjął. Odwróciłam się energicznie i zobaczyłam siedzącą na gałęzi niewysoką blondynkę o jasnoniebieskim, inteligentnym spojrzeniu.
- Cześć - mruknęłam, lekko unosząc brew.
- Hej - odburknęła dziewczyna. - Możesz mnie stąd ściągnąć?
- Jasne - uśmiechnęłam się i już po chwili blondynka stała tuż obok mnie, na ziemi.
- Katherine - podała mi dumnie dłoń.
- Maria - odparłam, ściskając jej rękę.
Dziewczyna chwilę mi się przyglądała, po czym podeszła do jednego z drzew i dyskretnie zza niego wyjrzała na Polanę.
- Chodź - mruknęła i wyszła na trawę. - Wszyscy już weszli.

_____________________________

Stęskniliście się za mną chociaż trochę...?
Bo ja za Wami potwornie!
Ale jakoś nie mogłam z siebie nic sensownego wydusić...
Mam nadzieję, że ten rozdział choć trochę jest na poziomie poprzednich i Was nie zawiodłam...

Dedyczek dla moich stałych czytelniczek ;***
Dzięki Wam, kochane, mam siłę by tu wrócić <3

Buziaczki ;*
Wasza Cupcake.

[Edit: szczególna dedykacja dla LGB za stworzenie mi wyglądu bloga ;* ]

poniedziałek, 6 maja 2013

CHAPTER 4.2: "Jeżeli możnaby to wtedy nazwać opieką!"

Tłum powoli przesuwał się ku wejściu Szkoły. Na trawie dookoła majaczyły jasne plamki słońca, przedostające się jakimś cudem przez gęstwinę liści. Dżiny otaczał zapach leśnej świeżości i atmosfera podniecenia.
- Odpowiesz mi? - szepnęła siedmiolatka do chłopaka, którego dłoń wciąż ściskała.
- Wiesz... Czasem odczuwamy takie COŚ, co każe nam iść w jakimś konkretnym kierunku. Czasem zmysły nie wystarczą do prawdziwego poznania świata...
- Co masz na myśli...?
- Hm... Marysiu...
- Mario - poprawiła go dziewczynka szybko.
- Ym... Mario. No bo... Nie zawsze zmysły mówią prawdę. Czasem lubią kłamać, zwodzić. Wiesz, iluzje, złudzenia...
- Ale co to ma do mnie... i ciebie?
Siedemnastolatek uśmiechnął się.
- Wierzysz w przeznaczenie...?

***

Marlena
Wrzucam do walizki wszelkie drobiazgi. Muszę się pośpieszyć - w końcu tylko lamusy wysiadają z pociągu jako ostatnie, a ja do nich nie należę!
Schylam się po mały pierścionek - pierwszy prezent od Kacpra, kiedy słyszę podwójny gwizd... i coraz wolniejsze stukanie. Już?! - panikuję. Teraz wszystko ląduje w bagażu na chybił-trafił. Do momentu aż trafiam na... zużyty kondom. Zamykam oczy i oddycham głęboko, próbując sobie przypomnieć, czy uprawiałam z kimś seks w przedziale. Z przerażeniem odkrywam, że nie pamiętam czegoś takiego... Ale u Żaków była impreza i wszyscy trochę sobie popiliśmy i to nie był dobry pomysł (tak, słabe głowy dżinów...). Mam nadzieję tylko, że to jednak nie ja.
Otwieram okno, z obrzydzeniem rzucam prezerwatywę i zamykam...
- Hej! Co to miało być?! Szlaban, Marleno!!! - słyszę wytłumiony głos.
Niepewnie wyglądam na zewnątrz i widzę... mojego Opiekuna z gumką na czole.
Zamykam oczy i chcę się zapaść pod ziemię. Taka wpadka a jeszcze nawet nie zaczął się Rok! Nawet nie wysiadłam z pociągu a tu... szlaban.

***

Fabian
Wrzuciłem swoje rzeczy do wora i wyszedłem na korytarz. Wypatrywałem dziewczyny, która sprawia mi tyle radości swoim dotykiem. Ona jednak widocznie się gdzieś schowała... Musiałem ją znaleźć! Bo przecież... nie zapadła się pod ziemię, nie?
Rozglądałem się, kiedy mój wzrok padł na wysoką czarnoskórą dziewczynę. Uśmiechała się do jakiejś rudej, z którą rozmawiała. Jakimś cudem nigdy jej tu wcześniej nie widziałem.
Nonszalancko podszedłem do dżinek i uśmiechnąłem się zalotnie.
- No siemanko, panienki. Co tam?
- Cześć - unosząc brew powiedziała ciemna. - W porządku. Ym... kim jesteś?
Odchrząknąłem.
- Fabian Rufus Girda, złotokrwisty potomek tego Girda od badania Kwarców, Ogień to mój Żywioł, lubię ostro! - wyszczerzyłem się do dziewczyn.
Czarnooka zjechała mnie wzrokiem.
- Evelyn Whitney Royal, złotokrwista mająca cię gdzieś głęboko, Tajemnica Ciała - odparła, przewracając intrygującymi oczami. - Jas, przedstaw się...
- Jasmine Łucja Lesure, srebrnokrwista, również Ogień.
- Wolisz szybko i ostro czy...
- ... chcesz by mój but znalazł się w twoim tyłku? Nie? To zjeżdżaj - prychnęła na mnie wyższa.
Uniosłem dłonie w geście poddania i powoli zacząłem się cofać, wciąż patrząc w najciemniejsze tęczówki na jakie w życiu się natknąłem.
Stwierdziłem, że muszę ją bliżej poznać. Cokolwiek bym nie musiał zrobić z tego powodu, z czegokolwiek musiałbym zrezygnować.
Muszę ją mieć.

***

Kacper

Ciężko było iść. Wszystko we mnie się trzęsło i... zawodziła mnie pamięć. Coraz mniej pamiętałem, jakby ktoś mi ją uszkodził lub zmodyfikował. Tylko po co? Kto?
Nie pamiętam.

Pakowałem się powoli. Tym razem nie nazwą mnie lamusem nawet gdybym wyszedł ostatni. Wszystko przez coś, co mi się zdarzyło. Tyle, że nie mam pojęcia w sumie co się stało. Nie pamiętam. Wiem od Marlenki tyle, że znalazła mnie na korytarzu pociągu, przed kawiarenką. Dlaczego tam leżałem? Skąd się tam wziąłem...?
Obok mnie do walizki wrzucała rzeczy Daniela. Zerkała na mnie co chwilę, jakby upewniając się, czy nie padam, nie mdleję. Uśmiechnąłem się do niej pokrzepiająco, wrzucając jakiś sweter na wierzch bagażu.
Nagle bardzo zakręciło mi się w głowie i usłyszałem: "On wie dokładnie po co jest". Zacząłem się zastanawiać o co chodzi. Złapałem się oparcia, bo przed oczami zaczęły mi tańczyć mroczki.
- Kacper, wszystko okej...? - zapytała zaniepokojona Dana, łapiąc mnie za ramię.
- Wszystko... w... jak naaa... naaajlepszy... szy... szym... porządk... porzą... porządku... - wydyszałem.
- Nie kłam - warknęła.
Po raz pierwszy słyszałem, żeby moja siostra odezwała się takim tonem. Zdezorientowany, puściłem się oparcia i... zacząłem tracić równowagę. Poczułem, jak Daniela mnie łapie a potem... potem już było tylko strasznie głucho, ciemno i nieprzyjemnie.

***

Maria

On wie dokładnie po co jest...
O co w tym chodzi? - zachodziłam w głowę. Michał, jak za pierwszym razem gdy szłam do Szkoły trzymał pewnie moją rękę. Pomyśleć, że było to już dziewięć lat temu...
- Michał - szepnęłam. - Czy powiesz mi teraz... Czy odpowiesz mi na pytanie sprzed tych kilku lat...?
- Jakie...? - spojrzał na mnie niepewnie.
- Dlaczego ja? - uśmiechnęłam się do niego ciepło. - Dlaczego ktoś taki jak ty wszedł do mojego przedziału tamtego dnia? Dlaczego ktoś taki jak ty jest przy mnie? Dlaczego ktoś taki... został moim Opiekunem...? Czy ja... czy ja na to wogóle zasłużyłam?
Michał milczał. Kątem oka widziałam kpiący uśmieszek Erica, który ciągnął swój i mój bagaż. Waliza mojego Opiekuna została zabrana przez jego kolegę ze Studiów.
- Michał...? - zachęciłam chłopaka do rozmowy.
- Maria... Teraz? Mamy chyba większy problem na głowie...
Zatrzymałam się gwałtownie i pociągnęłam bruneta za rękę.
- Zaraz dojdziemy! Anglik, zanieś moje rzeczy! Dzięki! - krzyknęłam za blondynem i wepchnęłam Michała do przedziału.
- Teraz opowiesz mi wszystko - powiedziałam wolno i wyraźnie.
- Pociąg odjedzie i...
- Odpowiadaj na pytania albo sama wejdę do twojego umysłu.
- Okej! - odpowiedział, lekko wystraszony.
Opadłam na siedzenie obok niego i oparłam mu głowę na ramieniu.
- Przepraszam... Ja po prostu... Tylko...
Chłopak odwrócił w moją stronę twarz, a ja... pocałowałam go.

***

Michał

Maria delikatnie muskała moje wargi swoimi. Odsunałem się powoli. Nie chodzi o to, że mi się nie podobało, ale... jestem jej Opiekunem i nie powinniśmy.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem.
- Przepraszam... Naprawdę... Nie wiem co we mnie wstąpiło... - tłumaczyła się nerwowo. Odwróciła wzrok i cichutko westchnęła. - To tego... Możesz mi odpowiedzieć?
- Bo tak jak ty jestem inny - odparłem z zamkniętymi oczami.
- W jakim sensie...?
- Moją matką była dżinka. Nic nadzwyczajnego. Jej Żywiołem było Powietrze. Kochała czuć wiatr we włosach - uśmiechnąłem się do wspomnień napływających mi do głowy. - Ojcem z kolei jakiś łajdak. Zostawił matkę zaraz po wiadomości o ciąży... Ale wiem już dlaczego.
- Dlaczego...? - zapytała, zwracając swoje piękne oczy ku mnie.
- Na którejś Formacji mieliśmy o dziedziczeniu genu dżina. Nasz Gatunek nie krzyżuje się z żadnym innym, tylko z neutralnym człowiekiem. Mój ojciec jednak nie był człowiekiem... - wpatrywała się we mnie jak w obrazek, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
- Kim był...?
- Był czarodziejem - przymknąłem oczy, przypominając sobie jedną z lekcji.

- Wiecie dlaczego nie krzyżujemy się z czarodziejami?
Mały, pulchny Filipek podniósł rękę. Nauczyciel skinął na niego, a ten zaczął mówić:
- Cudowna Natura i wszelkoe Żywioły chcą chronić Życie. Gdyby połączyć gamety czarodzieja i dżina mógłby powstać jakiś mutant, chcący zniszczyć naszą planetę! - uśmiechnął się, po czym kontynuował. - Z pewnością jednak, a przynajmniej tak twierdzą nasi uczeni, opiekowałby się więcej niż jednym Żywiołem... jeżeli możnaby to wtedy nazwać opieką!

Tamtego dnia zdałem sobie sprawę... Nie. Już od dawna wiedziałem, że nie jestem normalny. Tajemnica Ciała i Umysłu połączona w jednym dżinie. To przecież jest dziwactwo!
Westchnąłem i mówiłem dalej.
- Uciekł, bo bał się, żeby to nie wyszło na jaw. Nie chciał żeby dżiny dowiedziały się, że jest to możliwe... A jednak jest. W sumie... był bardzo mądrym i odpowiedzialnym człowiekiem. Szkoda, że nie dane było mi go poznać...
Maria objęła mnie, kiedy poczułem, że spod zaciśniętych powiek toczą się łzy. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, jak ciężko o tym mówić, jak głęboko to we mnie siedzi. Nigdy przed nikim się tak nie otworzyłem jak przed moją Podopieczną.
- Wiesz... Każdy dżin w dniu ukończenia Szkoły daje krew do Badań.
- Żeby wszystko w papierach się zgadzało...?
- Tak. Poza tym w dokumencie tożsamości muszą to zaznaczyć. Więc... Pamiętam to bardzo dobrze. Ostatni dzień Szkoły, wszyscy z Rocznika ruszyliśmy do Laboratorium. Byłem jednym z pierwszych w kolejce. Moja krew była inna niż wszystkich. Badali ją bardzo długo. Pamiętasz, chodziłem wtedy strasznie smutny...
-... i nie dawałeś mi się pocieszyć - dopowiedziała.
- Tak - pokiwałem głową. - Zaprosili mnie do Gabinetu Wodza. Posadzili na twardym krześle i wtedy właśnie powiedzieli, że jeszcze nie było takiego dżina jak ja, że moim ojcem jest czarodziej i, że musieli nazwać jakoś mój status. Przy badaniach kolor mojej krwi zamiast pozostać brunatny (lub czerwony, jak kto woli), czy zmienić się na złoty lub srebrny stał się... perłowy. Stąd właśnie nazwa mojego statusu.
- Nie zdawałeś sobie sprawy z tego przez... wiele lat - szepnęła, wtulając się we mnie mocniej.
- Tak jak i ty - mruknąłem. - Twoja matka nie jest człowiekiem.
- CO?!
__________________________

Sorka, jeżeli napisałam jakieś głupoty - to efekt nocowania u koleżanki (pozdrowionka, Sara, jeżeli to przeczytasz!) i zamulania caaaaały długi weekend, który dla mnie nadal trwa! Łiiiii ^^

Pozdro wszystkim, którzy muszą już chodzić do szkoły/na wykłady, studia czy ci tam jeszcze ;***

Rozdział dedykowany:
· niecierpliwej, pomysłowej dżince Kath o niesamowitej wyobraźni
· turystce Oli (Alexie), by nie zanudziła się w Krakowie
· słodzącej mi Eveline Dee, w podziekowaniu za wszelkie miłe słowa
· Hermioniji, za wesołe rozmowy
· LGB, za przywiezienie mi moich rzeczy i pomoc przy zjedzeniu lodów xD
· wszystkim pozostałym, których mam w pamięci, ale nie chcę zbyt rozwlekać dedyka i tym, którzy to czytają, komentują bądź też nie komentują xD

Słoneczka Wam życzę!
I niech Alladyn czuwa nad Wami hiehiehie ;***
Wasza Cupcake.

PS Bądźcie dumni! Jest (chyba) dłuższy niż zwykle ;3